
Zdzisław Bieniek
Olimpijczyk z Ludwinowa
Olimpijczyk, posiadacz tytułu Mistrza sportu — to właściwie już podsumowuje sylwetkę Zdzisława Bieńka, siedemnastokrotnego reprezentanta Polski (po 7 razy w I i II reprezentacji, 3 razy w reprezentacji juniorów), zawodnika, który mając zaledwie 17 lat, już grywał w I drużynie klubowej i występował w niej aż do 1963 roku, czyli przez lat 17, z których tylko 2 (1952-3) w Legii podczas odbywania służby wojskowej. Kariera sportowa nieczęsto spotykana.
A zaczęła się zaraz po okupacji, w 1945 roku, od gry w "dzikiej" drużynie ludwinowskiej pod nazwą Lauda (tak jak zalążek Garbarni w 1921 r.). Asami jej byli: Zdzisek Bieniek , Józek Browarski, Gienek Stolarczyk, Zdzisek Gerono i Wiesiek Gamaj - powojenny ligowiec Wisły, syn słynnego niegdyś piłkarza ligowego Podgórza. Poszukujący na Ludwinowie talentów piłkarskich działacz młodzieżowy Garbarni Jan Wiatr wypatrzył Laudę i zaaranżował jej mecz z juniorami Garbarni. Wygrała Lauda, więc "obowiązkowo" w całości podpisała deklaracje do Garbarni.
Z całej tej "laudańskiej" paczki juniorów trenowanej przez mgra Jesionkę i M. Nowaka najszybciej (w 1948 r.) awansował na stałe do drużyny ligowej Zdzisław Bieniek. Szczytem jego kariery był awans do reprezentacji Polski na olimpiadę w Helsinkach, gdzie grał w obu meczach: z Francją 3:1 i z Danią 0:2, mając za partnerów w linii pomocy: Suszczyka z Ruchu w pierwszym meczu i Mamonia z Wisły w drugim. Nic więc dziwnego, że skoro nadszedł czas odbycia służby wojskowej, Bieniek znalazł się w Legii. Tutaj miał okazję grywać także w... hokeja, gdyż cała ówczesna drużyna piłkarska, trenowana przez Wacka Kuchara, występowała dla utrzymania kondycji w rozgrywkach jako hokejowa Legia Ib.
Mimo ponętnych ofert z innych klubów Bieniek natychmiast po ukończeniu służby wojskowej powrócił do Krakowa, do "swojej" Garbarni.
— A była wtedy w ciężkiej sytuacji — wspominał. — W jesieni 1953 groził jej spadek z II ligi. Decydującego o tym spotkania z Lotnikiem nie mogłem jeszcze grać. Siedziałem na trybunie i denerwowałem się jak rzadko kiedy, zwłaszcza że w 44. minucie Konopelski musiał opuścić boisko. Na szczęście Bożek "wstrzelał się" w bramkę Lotnika — Garbarnia została uratowana.
Na przestrzeni siedemnastu lat gry Zdzisław Bieniek najmilej wspominał zespół pierwszoligowy lat 1955-6 pod kierownictwem inż. Borstyna. — To była drużyna bez asów, ale stanowiąca zwarty, rozumiejący się kolektyw. Stworzyć i prowadzić taki zespół — mówił Bieniek — to trudna sztuka. Sam to widzę teraz (1970) najlepiej, bo z pozycji trenera prowadzącego zespół Korony. W ogóle "rozgryźć", zrozumieć zespół to wielka rzecz.
Zdzisław Bieniek nie traktował funkcji trenera zawodowo. Pracował bowiem na kierowniczym stanowisku w Spółdzielni Winyl, której prezesem był... inż. Borstyn. A więc również powiązania sportowe; zresztą także i poprzez rodzinę. Bowiem żona pana Zdzisława wywodziła się ze sławnego piłkarskiego rodu Kotlarczyków.
wg Jana Rottera
