MECZ O AWANS DO II LIGI

 BLISKO I DALEKO, ALE BLIŻEJ

 

 

 

 

GARBARNIA - WARTA Poznań 3:2 (2:2)

1-0 Patryk Serafin 2

1-1 Łukasz Spławski 9 (głową)

2-1 Patryk Serafin 11

2-2 Łukasz Białożyt 30 (wolny)

3-2 Marcin Siedlarz 84.

 

Paweł Pskit oraz Marcin Hankiewicz i Michał Gajda.

Arbiter techniczny: Paweł Malec (wszyscy KS Łódź).

Kamil Moskal, Karol Kostrubała, Patryk Serafin - Bartosz Kieliba.

 

GARBARNIA: Marcin Cabaj - Petar Borovićanin (60 Norbert Piszczek), Kamil Moskal , Krzysztof Kalemba, Mateusz Pawłowicz - Mariusz Stokłosa (68 Marcin Siedlarz ), Karol Kostrubała , Łukasz Nowak (58 Łukasz Pietras), Michał Kitliński - Patryk Serafin (68 Piotr Ferens), Tomasz Ogar.

 

WARTA: Mateusz Filipowiak - Miłosz Brylewski, Artur Marciniak, Bartosz Kieliba , Dawid Czerniejewicz, Adrian Laskowski, Filip Brzostowski, Łukasz Białożyt , Krzysztof Biegański (69 Michał Ciarkowski), Dominik Chromiński (88 Jan Paczyński), Łukasz Spławski .

 

 

11.06.2016 Relacja Pana Jerzego Cierpiatki:

 Przed wojną stawką takiego meczu mogło być mistrzostwo Polski. Dziś chodzi obu firmom z piękną przeszłością o powrót do II ligi. Marzy o niej Garbarnia, to samo odnosi się do Warty. Na razie nieco bliżej przystanku „centrum” jest Kraków, bo „Garbarze” wygrali pierwszą partię 3:2. Poznań poszuka szansy na odwet w środowym rewanżu. Kompromis nie wchodzi w rachubę. Chętnych jest dwóch, miejsce tylko jedno.

 

W przedmeczowych kalkulacjach pod Wawelem całkiem serio uwzględniano prognozy synoptyków. „Weather Report”… - od razu kojarzyli fani jazzrockowej sceny sprzed lat, gdzie królowała formacja Joe Zawinula. Osiedlonego w Stanach słynnego wiedeńczyka, który niezależnie od klawiatury Korga kochał boks i futbol. Choć Joe od ładnych kilku lat już jest w niebie, nie może mieć żadnego wpływu na jego kaprysy.

 

W dodatkowych bojach Garbarni tak jakoś układało się przed laty, że akurat w takich chwilach niebo bywało w podłym nastroju. W 1989, na stadionie Korony, zdarzyło się oberwanie chmury (rewanż z Bałtykiem Gdynia). W 2005 też zdrowo lunęło, gdy wizytę na Rydlówce składali Kolejarze ze Stróż. Klubowi kronikarze Garbarni nie zapisali tamtych dwumeczów złotymi zgłoskami, choć w obu przypadkach szczęście było blisko. Niemniej za daleko, to Bałtyk i Kolejarz osiągali cel. W pogodowym kontekście było oczywiste, że 11 czerwca 2016 nikt w okolicach Matecznego nie modlił się o deszcz. Przeciwnie, takiego intruza każdy wyprosiłby z domu przy Rydlówce 23.

 

Za to bardzo tam zależało na tzw. dobrym wejściu w mecz. Ledwie po kilkudziesięciu sekundach to nastąpiło. Z prawej flanki idealnie dograł piłkę Nowak, reszty dopełnił nadbiegający Serafin. Ta prawa flanka zresztą hulała jak należy w początkowych fragmentach meczu. Bardzo aktywny był Stokłosa, choć w jednej sytuacji nieco spóźnił podanie. Za chwilę popisowo uciekł rywalowi, oprócz tego groźnie szarżował Ogar, ale drugiego gola dla „Garbarzy” na razie nie było.

 

Za to padło wyrównanie. Faulował Borovicanin, dośrodkowywał Białożyt i była to bardzo niebezpieczna „wrzutka”. A panem „piątki” okazał się Spławski, nie tylko w tej akcji udowadniał, że doskonale potrafi grać głową. Inna sprawa, że nikt włącznie z bramkarzem nie przeszkodził mu w posłaniu piłki do siatki.

 

Za moment jednak Garbarnia znów była na plusie. Zaczął dalekim wybiciem piłki Cabaj, środkowe ogniwo stanowił Ogar, a w centrum uwagi znów znalazł się Serafin. Przymierzył lewą nogą blisko słupka, tak aby Filipowiak skapitulował ponownie.

 

Warta odpowiedziała akcją, w roli ratownika nie tylko wtedy wystąpił Pawłowicz. Pod przeciwną bramką Kitliński sprzątnął piłkę sprzed nosa jednemu z obrońców, ale uderzył zdecydowanie za wysoko. Za chwilę Serafin mógł ustrzelić hat trick, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. Szkoda, obok był dogodnie ustawiony Ogar. Z kolei przyziemny strzał Pawłowicza nie miał odpowiedniej mocy. Znacznie groźniej było przy sprytnym zastawieniu piłki w obrębie „16” przez Kitlińskiego. Tę próbę jednak zneutralizowano.

 

Równo po dwóch kwadransach znów był remis. Efektownie dryblował Laskowski, z faulem wycenionym na żółtą kartkę interweniował Moskal. Białożyt miał już na koncie bramkową asystę, teraz poszedł całkiem własną drogą. Z wolnego ominął mur i trafił w górny róg. Nikt z „Garbarzy”, łącznie z bramkarzem, nie wniósł sprzeciwu.

 

Warta miała w kieszeni dwa gole, ale chciała jeszcze więcej. Najpierw podyktowania „11”, wkrótce postawienia kropki nad „i” przez Brzostowskiego, ten jednak nie sięgnął piłki. Ostatnie słowo, tak samo zresztą jak pierwsze, absolutnie powinno należeć do Serafina. Bezproblemowo minął on Filipowiaka i bramka Warty stanęła otworem. Z precyzją byłoby OK, ale zabrakło mocy. Piłkę za wolno toczącą się w wiadomą stroną zdążył wybić sprzed linii Czerniejewicz.

 

Krótko po przerwie zaatakował Biegański, Warta zyskała korner. W 51. minucie sfaulowany został Ogar i stało się oczywiste, że rzut wolny wykona Kalemba. Bo i dystans odpowiedni, i miejsce… Kapitan „Garbarzy” oddał bardzo groźny strzał, blisko słupka. Interwencja Filipowiaka też była przedniej klasy.

 

Esteci mieli za chwilę konkretny powód dania aplauzu Laskowskiemu, za jego kapitalny zwód, który całkowicie zaskoczył defensywę Garbarni. Zgoła odmienne reakcje wywołał w tej samej scenie kolejny trick tego samego aktora. Laskowski próbował wymusić na arbitrze podyktowanie „11” za faul całkowicie urojony. Szmer podziwu sprzed kilku sekund zastąpiły okrzyki dezaprobaty, istotnie teraz był to kiepski teatr.

 

Po kornerze dla Garbarni „główkował” Kalemba, przy lepszej skoczności mógłby ulokować piłkę w przeciwległym rogu bramki. Ale na alarm trzeba było bić na drugim przedpolu. Tam znalazł się Chromiński i zmarnował „setkę”. Ten sam zawodnik nieco później uderzył obok słupka.

 

Warta po tej próbie już niczym nie zagroziła. Odwrotnie było z Garbarnią. Wzdłuż bramki zagrywał Ogar i Ferensowi zabrakło niewiele, aby stanął przed idealną okazją. Za chwilę na przedpolu Filipowiaka powstał potężny „kocioł”, bardzo bliski powodzenia był Moskal, którego strzał głową był minimalnie niecelny.

 

To było preludium do czegoś, co przesądziło o wyniku. Po odgwizdaniu faulu na Siedlarzu z wolnego płasko uderzył Kalemba, Filipowiak nie utrzymał piłki w rękach. Dobitka Siedlarza z najbliższej odległości była nieuchronna.

 

W 87. minucie centrował Kitliński, groźnie „główkował” Pawłowicz, piłka minęła cel. A już w przedłużonym czasie gry nadarzyła się konkretna okazja do wyprowadzenia zabójczej kontry. Akcję rozprowadzał Ogar, którego zasadniczy błąd polegał na zwlekaniu z podjęciem decyzji. I szansa pod tytułem „4:2” przepadła.

 

Jest za to wynik 3:2. Zaliczka skromniejsza, ale zaliczka… Trzeba ją szanować i chronić lepiej niż tę w Stróżach. Trzeba w Poznaniu zagrać „mecz życia”. Trzeba, bo nie ma innej opcji.

 

Zdjęcia Michała Zapióra:

 

 

Zdjęcia Pawła Zapióra:

 

 

Zdjęcia Urszuli Rymarczyk:

 

 

Skrót spotkania:

 

 

Konferencja prasowa:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 



Galerie zdjęć





PARTNER KLUBU




Sponsor I Drużyny




Sponsor II Drużyny




partner relacji video




Sponsor najmłodszych piłkarzy




Partnerzy medialni