FINAŁ MAŁOPOLSKIEGO PUCHARU POLSKI

KAROL KOSTRUBAŁA I PIOTR SYREK PO MECZU Z SOŁĄ

 

30.06.2015 (AB)

W środę 24 czerwca Garbarnia pokonała w rozegranym  w Kalwarii Zebrzydowskiej spotkaniu finałowym małopolskiego Pucharu Polski Sołę Oświęcim 2:1. Od 20. minuty Brązowi grali w dziesięciu, po czerwonej kartce dla swojego bramkarza Damiana Drzewieckiego. Do bramki wszedł 17-letni Piotr Syrek, który stanął na wysokości zadania, a w 81. minucie meczu gola na wagę zwycięstwa Młodych Lwów zdobył Karol Kostrubała. Prezentujemy Państwu rozmowy, jakie z "Kostkiem" i "Syrem" przeprowadził Adam Delimat.

 

 

 - Za wami bardzo ciężki mecz, w którym zadecydowała chyba głównie wola walki?

 - Byliśmy bardzo zmotywowani, nastawieni na to spotkanie. Mieliśmy ciężką ligę, graliśmy co trzy dni, ale przechodziliśmy kolejne szczeble Pucharu Polski i dzisiaj powiedzieliśmy sobie, że musimy wygrać za wszelką cenę. Cały sezon ligowy został zmarnowany przez beznadziejny początek, więc mieliśmy coś do udowodnienia wszystkim dookoła. Chcieliśmy pokazać, że w przyszłym sezonie Garbarnia może się liczyć w walce o cele wyższe niż tylko utrzymanie w nowej III lidze.

 

Mecz zaczął się świetnie, gol Tomka Ogara dodał wam pewności siebie?

- Na pewno tak, jednak wydaje mi się, że w pewnym momencie oddaliśmy trochę pola przeciwnikowi. Soła zagrała kilka krzyżowych piłek, jedną prostopadłą, która skończyła się nieszczęsnym rzutem karnym. Później ponad 20 minut do końca pierwszej połowy musieliśmy po prostu przetrwać. W szatni ustaliliśmy taktykę, powiedzieliśmy sobie, jak mamy grać, mimo tego, że jesteśmy osłabieni. Musieliśmy wyjść wyżej, nie pozwolić Sole rozgrywać piłek, zwłaszcza zabójcze były dla nas przerzuty z jednego skrzydła na drugie. Od nich zaczynały się najgroźniejsze ataki rywali.

 

- Gdyby w końcówce pierwszej połowy Soła strzeliła na 2:1, mecz mógłby się ułożyć zupełnie inaczej.

- Dokładnie tak, stracona bramka podcięła nam skrzydła. Przez chwilę poczuliśmy, jakbyśmy szli na ścięcie, bo mieliśmy świadomość, że przez kilkadziesiąt minut będziemy grać w dziesiątkę. Trafiła się chwila zwątpienia, ale na szczęście udało się dotrwać bez straty kolejnego gola do przerwy. W szatni powiedzieliśmy sobie kilka mocnych słów, taktycznie przygotowaliśmy się do drugiej połowy i to przyniosło oczekiwany efekt.

 

- W drugiej połowie sytuacja na boisku wyglądała tak, jakby to Soła grała w osłabieniu, a nie wy.

- Trener mądrze podpowiedział nam co robić i jak się przesuwać. Wiadomo, że kosztowało nas to sporo zdrowia, każdy musiał bardzo dużo biegać, ale się udało. Teraz cieszymy się z tego, że wygraliśmy i możemy spokojnie udać się na urlop.

 

- Zdobyty przez ciebie gol padł chyba trochę z przypadku? Nie tak miał chyba wyglądać ten rzut rożny.

- Nie wszystko na boisku da się przewidzieć. Nie zawsze da się rozegrać stały fragment tak, jak mamy to rozrysowane, a dzisiaj próbowaliśmy kilku wariantów. Nie do końca nam one wychodziły, więc zdecydowaliśmy, że będziemy po prostu kierować piłkę w pole karne, może nieco na aferę. Nie było zawodnika lewonożnego, więc do narożnika poszedł Tomek Ogar i udało się sytuacyjnie z tego wyjść, zdobywając gola.

 

- Przed wami bardzo krótkie wolne, czasu na odpoczynek nie będzie dużo.

- Zgadza się, gdyby nie spory między Sołą a Trzebinią i przekładanie terminów meczów mielibyśmy jakieś dwa tygodnie dłużej, ale teraz się już nad tym nie zastanawiamy. Wolnego faktycznie nie będzie zbyt dużo, ale nie zaprzątamy sobie tym głowy. Teraz trzeba się wyłączyć, odpocząć, wyjechać gdzieś z rodziną i odstresować. Potem przyjdzie czas na przygotowania do nowego sezonu.

 

******************************************************************************************** 

 

 

- Za Tobą debiut w pierwszej drużynie. To było wielkie przeżycie?

- Na pewno nie tak sobie ten debiut wyobrażałem. Jak tylko zobaczyłem, że Damian dostał czerwoną kartkę, skoczył mi puls, dopiero trener mnie uspokoił. Wszedłem na boisko i chyba jakoś poszło. Co prawda przy rzucie karnym mogłem zachować się lepiej, ale poza tym jestem zadowolony ze swojego występu.

 

- Najcięższa dla was była końcówka pierwszej połowy.

- Tak, rywale mieli kilka dobrych okazji, raz jeden zawodnik wychodził sam na sam, ale wyczekałem go i udało się obronić. Miałem też trochę szczęścia, bo piłka leciała prosto we mnie. W drugiej połowie Soła trochę odpuściła, więc po zmianie stron nie miałem dużo do roboty.

 

- Towarzyszył Ci duży stres?

- Zdecydowanie tak, więcej było stresu niż radości z debiutu. Widać to było zwłaszcza, kiedy wybijałem piłkę - miałem strasznie kruche nogi. Myślę, że mogłem lepiej opanować tę tremę, wtedy być może debiut wyszedłby jeszcze lepiej.

 

 

 



Galerie zdjęć





Sponsor II Drużyny




partner relacji video




Sponsor najmłodszych piłkarzy




Partnerzy medialni