Pogrzeb Czesława Paciorka odbędzie się w środę 12 listopada 2014 o godzinie 11:00 na Cmentarzu Podgórskim.

Z ŻAŁOBNEJ KARTY
ZMARŁ CZESŁAW PACIOREK

 z głębokim żalem zawiadamiamy, że 3 listopada br. zmarł w wieku 66 lat

ŚP

CZESŁAW PACIOREK

 zasłużony zawodnik naszego Klubu, kiedy jeszcze na starym Ludwinowie Garbarnia należała do czołówki II ligi. Znaczący wkład w jej sukcesy wniósł Zmarły, ujmując widownię efektownymi rajdami po prawym skrzydle.

Cześć Jego Pamięci!

 Zarząd, trenerzy i zawodnicy RKS Garbarnia Kraków.


 Fragment wielkiego meczu na Ludwinowie. Jesienią 1966 „Garbarze” sensacyjnie wygrali 3-2 w Pucharze Polski
z ówczesnym mistrzem kraju, Górnikiem Zabrze!
Stanisław Oślizło stara się zablokować strzał Czesława Paciorka. Z numerem „8” Jerzy Odsterczyl, obok „Suchego”
prawy obrońca Górnika, Norbert Gwosdek.



Jedno z ostatnich zdjęć drugoligowej Garbarni na starym ludwinowskim stadionie.
Stoją od lewej: Aleksander Paluch, Antoni Herod, Stanisław Burak, Józef Polonek, Janusz Czernek, Mieczysław Kurek, Edward Pilarski, Zbigniew Macała, Roman Pipper, Tadeusz Draus. W dolnym rzędzie: CZESŁAW PACIOREK, Karol Jastrzębski, Marek Piwowarczyk, trener Josef Nevodomsky, kierownik drużyny Franciszek Owsiński, Artur Kaliszka, Janusz Madaj, Mieczysław Weiss, Czesław Kwiatkowski.

***********************************************************************************************************************************

 Na łamach jubileuszowej monografii klubowej wydanej w 2007 tak oto przedstawił sylwetkę Czesława Paciorka red. Jerzy Cierpiatka:

 CZESŁAW PACIOREK

Pod opieką Jurkiewicza

"10 lipca zainaugurował pracę w Garbarni trener Mieczysław Gracz i od tego momentu piłkarze rozpoczęli zasadniczy cykl przygotowań do nadchodzącego sezonu piłkarskiego. Dwutygodniowe zgrupowanie w Sanoku, które przy dobrych warunkach było okresem wytężonej pracy całej drużyny, to niestety za krótko, aby w tym czasie wprowadzić w zespole innowacje, zmienić styl gry poszczególnych piłkarzy i dostosować go do obecnych wymagań. Jest pewne - stwierdza trener Gracz - że zawodnicy pracowali nadzwyczaj solidnie i mimo braku sparingpartnerów (poza Wawelem) zespół jest do mistrzowskich rozgrywek przygotowany dość dobrze. Z drużyny ubyło kilku piłkarzy: Maciej Gigoń został zawieszony (wkrótce jednak trafił do Cracovii - JC), Kazimierz Zawieja poprosił o zwolnienie, Ryszard Miceusz doznał kontuzji. Natomiast dołącza młodzież (Wojciech Walo, Artur Zdunek i Andrzej Piasecki), wznowił treningi Jerzy Jasiówka, który wykazuje niezłą formę, zaś wrócił z wojska Czesław Paciorek. Pierwsze spotkanie, z tarnowską Unią, na pewno jednak nie będzie formalnością” - zapowiadano w prasie drugoligową premierę sezonu 1969/70.

Spotkanie z Unią nie będzie formalnością... I nie było, po dziecinnie łatwym uzyskaniu wyrównania przez Andrzeja Horbę tarnowianie uratowali remis. Przy stanie 1-1 zmarnował rzut karny Andrzej Kucharczyk, ale zdecydowanie ciekawsze były okoliczności uzyskania prowadzenia przez „garbarzy”. Oto „w 33. minucie, po kornerze, piłkę przejął na głowę Paciorek i uprzedzając bramkarza skierował futbolówkę do siatki”. Ten moment uwiecznił na kliszy fotografiicznej znany fotoreporter Wacław Klag, co potwierdzało spostrzeżenie obserwatorów, że w opisywanej sytuacji okazali się bezradni dwaj zawodnicy Unii: bramkarz Seyrlhuber i pomocnik Edward Oratowski. Co ciekawsze, wywiódł ich w pole gracz niskiego wzrostu. Za to ktoś bardzo sprytny, o dużym wyczuciu rozwoju wydarzeń. Niedawny żołnierz, Czesław Paciorek (ur. 9 czerwca 1948).

Cesiu miał w momencie otrzymywania karty poborowej już ugruntowaną pozycję zawodnika o statusie drugoligowym. Nabył takiego cenzusu znacznie wcześniej, choćby w 1966, kiedy odnotował bardzo udany występ przeciwko Warmii Olsztyn (4-1). Jednak o wysokiej klasie Garbarni przede wszystkim poświadczało wtedy sensacyjne wyeliminowanie Górnika Zabrze z Pucharu Polski. Paciorek grał w pełnym wymiarze czasowym tego legendarnego meczu, tocząc na prawej flance ataku zażarte pojedynki z wyższym o dwie głowy Rainerem Kuchtą. Ale nie skrewił przed nim, ponieważ był piłkarzem nadzwyczaj walecznym. Pomieszczone na łamach niniejszej monografii zdjęcie stanowi zresztą materialny dowód, że Cesiek osobiście wystawiał bramkę Jana Gomoli na niebezpieczeństwo. Nie był wybitnym snajperem, żeby nie było niepotrzebnych niedomówień. Za to z wielką ochotą dryblował, co częstokroć przygotowywało grunt „garbarskim” snajperom pod zadanie ostatecznego ciosu.

Jest osobą szalenie lubianą, o dobrym sercu. W trakcie służby wojskowej w stołecznej Legii zaskarbił sobie bezgraniczne zaufanie fantastycznego koszykarza, Edwarda Jurkiewicza, który mimo wzrostu „zaledwie” 196 cm (jak na zawodnika uprawiającego basket) miał dłonie jak bochny chleba. Mając takiego „ochroniarza” nie było prawa, aby ktokolwiek odważył się tknąć Ceśka.

Niedawno niestety dotarła wiadomość, że Cesiu Paciorek bardzo podupadł na zdrowiu. Tym bardziej go teraz życzymy jednemu z autentycznych ulubieńców starego Ludwinowa.

 

(JC)