Marian Gregorczyk

 


Krakowskie Błonia – pierwszy sportowy poligon przyszłych wielkich piłkarzy Cracovii i Wisły – był także pierwszą areną znanych zawodników Garbarni: Wilczkiewicza, Skwarczewskiego i bramkarza Gregorczyka. Cała trójka utalentowanych chłopców mieszkających na Zwierzyńcu, sportowym odpowiedniku Ludwinowa, otrzymała pierwszy szlif piłkarski w popularnym sokolim klubie sportowym Sparta, ale zabłysła na skalę krajową w barwach Garbarni.

Pierwszy znalazł się na Ludwinowie Marian Gregorczyk po powrocie ze służby wojskowej w Toruniu, gdzie także grywał przez dwa lata w Gryfie, ówczesnym mistrzu Pomorza. Od sierpnia 1929 aż do 1933 roku Gregorczyk uczestniczył w największych sukcesach ludwinowskiego klubu – w wywalczeniu tytułów wicemistrza i mistrza Polski oraz w zdobyciu cennego trofeum - Pucharu Ministra Spraw Zagranicznych za najlepsze przez trzy lata wyniki uzyskiwane w spotkaniach z drużynami zagranicznymi.

– Najwięcej satysfakcji sprawiło nam – uśmiechał się do swych wspomnień pan Marian – zwycięstwo nad mistrzem południowowschodnich Niemiec, FC Beuthen 09 w Bytomiu. Zwycięstwo to stało się dla Niemców tym większym zaskoczeniem, że poprzedniego dnia, a było to w maju 1932 roku, grając w składzie nieco oslabionym, ulegliśmy w Gliwicach 2:3 tamtejszej, zupełnie przeciętnej drużynie. Przeciwnik bytomski wystąpił w najsilniejszym składzie, w którym brylował atak z takimi bombardierami jak środkowy napastnik Geisler, jak bracia Kossokowie (jeden z nich, Karol, zwany "śląskim olbrzymem", grał później w Cracovii). "Naciągnąłem się" dobrze kilka razy broniąc ich ich potężne strzały; przeważnie jednak obserwowałem z przyjemnością ze swojej pozycji, jak nasz atak bezlitośnie gnębi defensywę przeciwnika i mojego vis-a-vis. Bator, Riesner, Pazurek, a szczególnie Smoczek nie żałowali mocnych, niezwykle trudnych do obrony strzałów. Pięć bramek, przy jednej tylko straconej, to był efekt doskonałej gry całej drużyny. Nie muszę chyba podkreślać, z jakim aplauzem były one przyjmowane przez tłumy Polaków, którzy znaleźli się wśród sześciotysięcznej widowni. Oklaskiwali gorąco nas, polską drużynę, która tyle im sprawiła satysfakcji we wrogim środowisku (był to rok poprzedzający pełne dojście Hitlera do władzy).


Słynny napastnik Legii Ciszewski (były gracz Cracovii) atakuje Gregorczyka (1932 r.)

Takich przyjemnych wspomnień miał pan Marian wiele i chętnie do nich powracał. Nigdy nie traktował sportu jako fanatycznego celu samego dla siebie – gral, bo sprawiało mu to przyjemność. W 1933 roku wycofał się ustępując już na stałe miejsca aktualnie lepszemu wówczas Włodkowi.

Potem już tylko z trybun przyglądał się wielkiemu sportowi. Bywało jednak, że przerywając swój wieczorny spacer po Błoniach, przyłączał się do grupki chłopców uganiających się za piłką, stawał między "słupkami" tworzonymi ze stosu ubrań i – bronił! Jak za pierwszych lat swojej młodości, zanim stanął między dwoma słupkami ludwinowskiego stadionu; w zespole, który miewał tak wielkie sukcesy jak 5:1 w zmaganiach z niemiecką drużyną w polskim dziś bytomiu.

(Wg. Monografii historycznej – 50 lat Robotniczego Klubu Sportowego Garbarnia, Kraków 1971)