
Henryk Wiśniewski
Na tzw. wałach koło rzeki Wilgi grupki chłopców rozgrywały mecze. Wśród chłopców był także Heniek Wiśniewski. Były to lata 1926-28, kiedy Garbarnia szturmowała bramy ligi.
– Wtedy właśnie zrodziła się w moim sercu prawdziwa miłość do Garbarni – wspominał Henryk Wiśniewski, wicedyrektor Polskiego Wydawnictwa Muzycznego. – W 1928 roku Garbarnia grała decydujący o awansie mecz z Łódzkim Towarzystwem Sportowo-Gimnastycznym. Kto wygrywał, wchodził do ligi. Widzów był nadkomplet. Ale dla nas, chłopców z Ludwinowa, wydać wtedy 1 zł na bilet wstępu było niemożliwością, a mecz musiało się oglądać. Służyły nam do tego albo okoliczne drzewa, albo "loże" w stodole usportowionej rodziny Rakoczych stojącej niegdyś tuż za parkanem stadionu od strony miasta. Wyłamywało się w dachu tej stodoły gonty i już widok na boisko był nie gorszy niż z trybuny. Ten mecz z ŁTSG obserwowała również w nadkomplecie zielona trybuna. Co za emocje! Nagle w najbardziej pasjonującym momencie, gdy Garbarnia zdobyła pierwszą z dwóch zwycięskich bramek, jedno z drzew złamało się i rozentuzjazmowani kibice wpadli do płynącej u jego stóp Wilgi. Ja siedziałem wtedy w "loży" stodoły, ale – słowo daję – nawet gdybym to ja wówczas wpadł do chłodnej Wilgi, nie zgasiłaby również i mojego wybuchu entuzjazmu. Stałem się od tego momentu triumfu Garbarni jej zaprzysiężonym kibicem. Potem, chociaż sam grałem w naszym związkowym klubie drukarzy, Orlętach, każdą wolną chwilę poświęcałem Garbarni Konkiewicza, Billa, Nagraby, Skwarczewskiego. Jeździłem z tą drużyną na mecze z Ruchem, AKS-em, a nawet z Polonią w stolicy. Przyglądałem się nowocześnie prowadzonym przez Sedlaczka treningom, obserwowałem pracę kierownika sekcji i drużyny Andrzeja Kuczalskiego. To była dobra szkoła dla mnie jako przyszłego działacza.
Działaczem tym był Henryk Wiśniewski od 1948 roku z niewielkimi przerwami, pełniąc najczęściej funkcję wiceprezesa do spraw sportu lub kierownika sekcji piłki nożnej albo drużyny. Reprezentował też Garbarnię we władzach KOZPN, a krakowskie piłkarstwo na walnych zjazdach PZPN i w jego władzach. Był sportowi oddany bezgranicznie, zaś Garbarni w szczególności. Znał w detalach historię ludwinowskiego klubu, bo też sam tę historię współtworzył.
Zmarł w październiku 2002 roku.